Małe imprezy biegowe też mają swój urok!
II Pawłowicki Bieg Śladami MielżyńskichBieg Śladami Mielżyńskich odbywa się od dwóch lat w Pawłowicach, które położone są niedaleko Leszna. Bieg powstał z inicjatywy członków stowarzyszenia RAZEM DLA PAWŁOWIC, które działa na czele z sołtysem Pawłowic. Start i meta biegu zlokalizowane są przy malowniczym pałacu. Pałac ten to dawna rezydencja szlachecka, której pierwszym właścicielem był pisarz Maksymilian Mielżyński.
W tym roku, w Pawłowicach, do wyboru były następujące konkurencje: bieg główny na 10 km, marsz nordic walking na 5 km oraz Bieg Szlachcica na dystansie jednego kilometra, który przeznaczony był dla najmłodszych uczestników. Różnorodność konkurencji sprawiła, że cała rodzina mogła spędzić ten dzień na sportowo. Każdy mógł wybrać dla siebie odpowiedni dystans. W II Pawłowickim Biegu Śladami Mielżyńskich wzięło udział ponad 160 zawodników i zawodniczek, nie licząc biegu dla dzieci. Panowie w pakiecie startowym otrzymali żółte koszulki, a panie różowe.
Podobała mi się poprzednia edycja tego biegu, dlatego w tym roku decyzja o wzięciu udziału nie była trudna. Bieg ten poleciłam sześciu innym osobom, które tego dnia również stanęły na starcie. Większość z nich wybrała konkurencję nordic walking, debiutując w tego typu imprezie sportowej. Wszyscy z uśmiechem przekroczyli linię mety. Jeden z debiutantów stanął nawet na podium. Brawo dla Was!
Bieg w Pawłowicach nie jest dużą, huczną imprezą. Ma charakter raczej lokalny. Organizatorami biegu są mieszkańcy Pawłowic, których starań trudno było nie dostrzec. Biuro zawodów obsługiwane było przez miłe panie, na mecie czekały na każdego domowe wypieki i kiełbaski z ogniska, a imprezę z losowaniem nagród i nagradzaniem najlepszych zawodników prowadził sam sołtys. To miało swój urok i klimat!
Komu ten bieg na pewno się spodoba? Debiutantom, którzy chcą poczuć smak rywalizacji. Osobom które nie przepadają za kilkutysięcznym tłokiem, wolą spokój. I tym, którzy w tym biegu biorą udział od pierwszej edycji!
Trasa na dystansie 10 km nie była wymagająca. Biegliśmy jedną pętle. Osoby biorące udział w marszu nordic walkingu musiały zawrócić w połowie dystansu, by dostać się na metę. Mi biegło się bardzo dobrze. Trasa była identyczna jak w poprzedniej edycji. Byłam ciekawa czy i na ile uda mi się poprawić zeszłoroczny wynik. I udało się… o ponad 4 minuty!
Widziałam małe zdziwienie na twarzy u jednego z biegaczy, który dowiedział się, że pomiar mierzony jest ręcznie. Uczestnicy biegu w Pawłowicach nie dostają chipów, tylko w momencie wbiegnięcia na metę zapisywany jest ich czas przez organizatora. Ponadto rejestracja na ten bieg nie odbywa się poprzez elektroniczne zapisy lecz poprzez wysyłanie wypisanych i zeskanowanych zgłoszeń na e-mail organizatora, co może być utrudnieniem szczególnie dla osób starszych.
Brak chipów i elektronicznych zapisów nie sprawił, że bieg ten był ubogi. Organizatorzy przygotowali losowanie atrakcyjnych nagród wśród wszystkich uczestników. Do wygrania był nawet zegarek biegowy. Mi niestety tego dnia zabrakło szczęścia… Wróciłam jednak do domu z kolejnym, nietypowym i bardzo ładnym medalem!
Podczas tego biegu ustanowiłam swój nowy rekord życiowy na dystansie 10 km i wynosi on 47 min i 53 sek. Pozwoliło mi to zająć 5. miejsce na 37 startujących pań. Jestem bardzo zadowolona! Tato również wykręcił świetny wynik. Był na mecie 4 minuty szybciej ode mnie.
Dlaczego bieganie jest fajne? Jest świetną okazją do spędzenia czasu z rodziną i znajomymi!
2018-07-04