Aktywny wypoczynek w górach
Mój tydzień w BieszczadachTegoroczne wakacje spędziłam w Bieszczadach. Zdobyłam kilka szczytów, przewędrowałam dziesiątki kilometrów i co najważniejsze…odpoczywałam przy pięknych widokach bez zadyszek i zakwasów.
Dlaczego o tym piszę? Bo moja przygoda z bieganiem zaczęła się ponad dwa lata temu, właśnie po powrocie z weekendowej wyprawy w góry karkonoskie. To właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem ”zasiedziałą pyzą” z kondycją równą 0.5 w skali od 1 do 10. Niedługo potem wyszłam na pierwszy biegowy trening, a zaraz potem na kolejny… i tak kręci się to do dzisiaj. Z wyboru, bez przymusu.
Mogłabym więc pokusić się o stwierdzenie, że biegam dzięki górom, i kto wie… może dlatego tak bardzo je polubiłam?
W Bieszczadach byłam sześć dni - to niezbyt dużo. Wiem jednak, że gdybym spędziła tam dwa i pół tygodnia też marudziłabym, że to za krótko. Wszyscy na urlopie tak przecież mamy.
To była moja pierwsza wyprawa w bieszczadzkie góry. Jechałam z nastawieniem, że chciałabym zobaczyć tam możliwie jak najwięcej. Do dyspozycji był niecały tydzień, a ja należę przecież do tych ambitniejszych osób! Już pierwszego dnia po przyjeździe byłam na szczycie góry Fereczata i następnego za nią szczytu - Okrąglik. Innego dnia przechodząc przez Szeroki Wierch zdobyłam najwyższy szczyt po polskiej stronie Bieszczad - Tarnicę, a niedługo potem siedziałam na górze Bukowego Berda. Długa, wspaniała wędrówka przypadła na Połoninę Wetlińską z Chatką Puchatka, czyli najczęściej odwiedzane miejsca w Bieszczadach. Wisienką na torcie było zdobycie góry Smerek na biegowo, jako pożegnanie z Bieszczadami. Dzień regeneracji przypadł na spacer po zaporze wodnej w Solinie, którą miałam okazję zwiedzić również od wewnątrz.
Jeśli dopiero wybierasz się w Bieszczady to wędrówki na Tarnicę, Bukowe Berdo i Połoninę Wetlińską są według mnie obowiązkowe! Cudowne miejsca - zapewne każdy papierowy przewodnik to potwierdzi. Jeśli na szlaku nie chcesz spotykać tłumów to idealnym rozwiązaniem będą Fereczata i Okrąglik.
Ile udało mi się zobaczyć? Sporo! Ile kosztowało mnie to wysiłku? Niewiele! Absolutnie nie piszę tego aby się przechwalać. Dla mnie wędrówki po Bieszczadach były po prostu przyjemnością. Bez zadyszki, bez zmęczenia, bez cieknącego po czole potu. Bez pytań: „Daleko jeszcze?”. Wędrowałam z uśmiechem na twarzy. Odpoczywałam. Wróciłam spełniona i zadowolona. Mam świadomość, że gdybym nie uprawiała aktywności na codzień - na pewno scenariusz tej wyprawy nie byłby tak bogaty. To oczywiste, nie oczekuję za to Nobla.
Wiele osób mogłoby powiedzieć, że Bieszczady nie są przecież wysokie. Że to żadne wyzwanie. Że to pikuś i łatwizna. Dla tych, którzy uprawiają sport przez cały rok może być to prawdą. Jednak dla tych, którzy nie spędzają regularnie czasu na świeżym powietrzu Bieszczady będą niemałym wyzwaniem. Każda inna górska wędrówka też. Tak jak w moim przypadku - dwa i pół roku temu.
Te wakacje pokazały mi kolejne pozytywne strony mojego biegania. Dlatego dzielę się nimi z tobą, być może będą dla ciebie motywujące. Nie myśl, że trzeba biegać tylko półmaratony, by poczuć się w górach jak piórko. Wystarczą regularne, nie koniecznie długie, treningi w ciągu całego roku, aby móc cieszyć się aktywnie spędzonymi wakacjami bez zadyszki i zakwasów po powrocie do domu!
Dlaczego bieganie jest fajne? Bo zabierasz je ze sobą nawet na wakacje!
2018-08-08