Uciekałam przed kangurami!
3. Bieg Oborygena, Oborniki ŚląskieChcesz poczuć się jak w Australii? W Obornikach Śląskich jest to możliwe. Rdzenni mieszkańcy tego miasta już od trzech lat organizują bieg wśród tamtejszego leśnego buszu. W tym roku Oborygeni do swojego miasta zwerbowali ponad 450 biegaczy z całej Polski.
Na przybyłych śmiałków czekała dziesięciokilometrowa, pagórkowata trasa. Australijski klimat podczas tej imprezy było czuć od samego początku. Głośna, aborygeńska muzyka wydobywała się z głośników i potęgowała napięcie wśród biegaczy aż do startu biegu.
Trasa nie należała do najłatwiejszych. Tuż po wybiegnięciu z cywilizowanych terenów biegacze musieli zmierzyć się z Wielką Pustynią Wiktorii, aby dotrzeć do mostu na rzece Murray. Nieco dalej trzeba było uważać na kangury, bo w pobliżu znajdował się ich paśnik. A niecały kilometr dalej znajdowało się żerowisko wombatów. Teraz rozumiem dlaczego nie wszyscy startujący dobiegli do mety…
Najgorszy, bo najtrudniejszy, moment na trasie znajdował się w połowie dystansu - Góra Kościuszki, która niejednego biegnącego zmusiła do marszu, albo nawet krótkiego przystanku. Po minięciu Skały Uluru i Buszu Australijskiego do walki, na ostatnim kilometrze, zagrzewała okrzykująca i przygrywająca na bębnie buszmenka. Te dźwięki dodawały mocy.
Oczywiście australijskie symbole na trasie były przenośnią tego, co tak naprawdę się na niej znajdowało. Spora ilość piasku na niedługim fragmencie trasy została nazwana Wielką Pustynią Wiktorii, a paśnik dla leśnych zwierząt tego dnia był przeznaczony dla kangurów. Z kolei wymagający podbieg na trasie był oczywiście Górą Kościuszki.
Motywem przewodnim tego biegu była czarna, aborygeńska maska. Zarówno statuetki dla zwycięzców, jak i medale dla wszystkich finiszerów są w jej kształcie. Koszulka i torba, które znajdowały się w pakiecie startowym również opatrzone są jej wizerunkiem. Oczywiście prawdziwej maski również nie zabrakło, była ona świetnym rekwizytem do pamiątkowego zdjęcia.
Ten bieg, to biegowe wydarzenie naprawdę od początku do końca było przepełnione australijskim klimatem! Organizatorom należą się ogromne brawa za kreatywność!
Dla mnie dodatkową atrakcją było spotkanie znanego videoblogera - Tomasza Kopyry, którego piwnym smakoszom nie trzeba przedstawiać, a który tego dnia również biegł!
Hasłem Obornik Śląskich jest: „Tu mi się podoba!”. I mi też tam się podobało. Niestety nie mogliśmy, razem z tatą, zostać tam dłużej. Tego dnia czekał na nas jeszcze jeden bieg w innej miejscowości. Szaleństwo? Tylko trochę!
Bieg ukończyłam z czasem 52 min i 56 sek, co pozwoliło mi zająć 168. miejsce na 462 startujących osób. Tato wypadł rewelacyjnie - był czwarty w swojej kategorii wiekowej, a wśród wszystkich startujących uplasował się na 45. miejscu.
Dlaczego bieganie jest fajne? Bo podczas dziesięciokilometrowej trasy możesz zobaczyć aż 8 miejsc australijskiego kontynentu!
2018-08-27